Na zakupach w Auchanie rzuciła mi się w oczy (i do koszyka) buteleczka sosu mango, więc tak ad hoc postanowiłam oprzeć na tym cały obiad, bo życie przecież jest nieprzewidywalne i tajemnicze. Wyszły pyszności!
Składniki
- 500-600 g piersi z kurczaka
- 0.5-0.75 szklanki suszonej włoszczyzny - w sumie można wsypać dowolną ilość ;)
- 75 ml sosu mango - tu też można zaszaleć (do kupienia w hipermarketach)
- 3/4 szklanki mleka kokosowego
- trochę wody, bo wyszło za gęste
- 60 g pasty czosnkowo-imbirowo-chilowej (do kupienia w hipermarketach)
- sól do smaku
- odrobina oleju
- bardzo hojna szczypta (no dobra, co najmniej 2 łyżeczki) przyprawy do dań tajskich
Kurczaka kroimy w bardzo drobne kawałki, mieszamy z olejem i przyprawą tajską i wrzucamy na suchą rozgrzaną patelnię. Gdy mięso straci surowy wygląd, dodajemy resztę składników, przykrywamy pokrywką i pozwalamy daniu burbulować na małym ogniu przez 20 minut. Pewnie wyjdzie za gęste, bo suszona włoszczyzna wypije wilgoć i trzeba będzie dolać odrobinę wody.
Podajemy z jakimś makaronem azjatyckim lub ryżem.
