sobota, 31 stycznia 2015

Pierekaczewnik

Pierekaczewnik, to taki ślimakopodobny tatarski wypiek - na ogół mięsny, choć można go też przygotować ze słodkim farszem. Zawiera on sześć bardzo cienkich warstw ciasta nałożonych na siebie i pooddzielanych masłem oraz farsz, w moim przypadku z udźca indyczego. Piecze się to cudo w prodiżu, a ilość wystarcza na trzy obiady dla dwóch osób. Nazwa "pierekaczewnik" po białorusku oznacza "przekładaniec". Jest to jedyny tatarski przysmak, który otrzymał certyfikat unijny (taki jak mają np. oscypki lub szynka parmeńska) - można go przygotowywać w domowym zaciszu, ale nie wolno go sprzedawać bez uzyskania certyfikatu! Przepis na to nietuzinkowe danie znalazłam na portalu eastway.


Jest to przepyszna potrawa, ale bardzo trudna do zrobienia - Małżonek miał przerażenie w oczach na samą myśl o wałkowaniu cienkich warstw ciasta. Chociaż, gdy było już po wszystkim, to bardzo mu smakowało. Z dbałości o zdrowie psychiczne Męża nie będę jednak przyrządzać pierekaczewnika częściej niż raz do roku. Ta potrawa wymaga niestety współpracy dwóch osób, przynajmniej gdy robi się ją pierwsze dziesięć razy ;) Zaprawione w boju tatarskie gospodynie domowe pewnie przygotowują go same w 30 minut z zawiązanymi oczami, niańcząc jednocześnie niemowlę przy piersi.

Składniki

na ciasto:
  • 1 kg mąki tortowej
  • 5 żółtek ze średnich jaj
  • 1 łyżka stołowa oleju
  • 1 łyżeczka soli
  • około 0.5 l wody
do przekładania:
  • 750 g masła (użyłam tylko około 500 g)
na farsz:
  • 1 kg udźca indyczego bez kości
  • około 300 g cebuli (czyli 2 średnio-duże cebule)
  • 3 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
  • od siebie dodałam tymianek i rozmaryn


Na dwie godziny przed zrobieniem ciasta przygotowujemy farsz: mięso siekamy w kostkę, a cebulę bardzo drobno. Na zdjęciu widać, że moja niestety nie jest tak drobno posiekana, ale powinna być! Dodajemy ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę o raz przyprawy. Mieszamy porządnie i chowamy farsz do lodówki, żeby się przegryzł.


Mąkę przesiewamy, dodajemy do niej sól, 5 żółtek, olej i około 0.5 litra wody. Wyrabiamy porządnie ciasto nawet przez 10 minut, aż będzie elastyczne i w miarę nieklejące - na tym etapie przydadzą się silne męskie dłonie lub porządny robot kuchenny.


Następnie dzielimy ciasto na 6 równych porcji i każdą z nich wałkujemy do grubości około 1 milimetra i średnicy około 70 cm. Powinno się wykonywać tę czynność prostym drewnianym wałkiem bez uchwytów, ja niestety takim nie dysponowałam. Może moje ciasto nie wyszło aż tak cienkie i tak szerokie, ale z każdą kolejną warstwą byłam bliżej ideału :) Najwygodniej wałkuje się od środka do zewnątrz, a nie "w tę i we w tę". Każdą warstwę rozciągamy, ale tak, aby nie doszło do pęknięć i powstania dziur. Nieskromnie się pochwalę, że moja ostatnia warstwa była już bez dziur :D



Podczas gdy jedna osoba wałkuje, druga może już rozpuszczać masło w rondelku. Powinno go być 750 g, ale ja nie wyobrażałam sobie, jak można taką ilość masła umieścić w jednym pierekaczewniku! Użyłam tylko około 2.5 kostki masła, czyli jakieś 500 g.

Zgodnie z oryginalnym przepisem, każdą warstwę powinno się przełożyć czystą ściereczką, aby nie doszło do sklejenia kolejnych warstw. Potem jednak przepis nakazuje obficie smarować kolejne warstwy masłem i nakładać jedną na drugą. Tak więc ja wałkowałam warstwy ciasta, a Mąż je namaślał na bieżąco i tak oto pominęliśmy fragment ze ściereczkami.


Ostatniej warstwy już nie namaślamy, ale kładziemy na niej uprzednio przygotowany farsz. Następnie zawijamy ciasto w długi rulon, zalepiamy końce i zwijamy rulon w ślimaka. Dla mnie był to najgorszy moment całego pichcenia - ciasto nie chciało się oderwać od stołu i musiałam się wspomagać drewnianą szpatułką. Chyba następnym razem trzeba będzie namaślić stół?!?! W każdym razie, ślimaka umieszczamy w namaślonym prodiżu, a wierzch ślimaka namaślamy resztą masła.



Prodiż włączamy do prądu na 2 godziny i 15 minut.

Podczas gdy pierekaczewnik się piecze, sprzątamy całą kuchnię zaczynając od zmycia kropel masła z podłogi, zanim ktoś je rozwlecze po całym domostwie :D Następnie ze trzy razy myjemy namaślony stół, zdrapując z niego resztki ciasta. Dopiero potem zabieramy się za mycie naczyń.

Po 2 godzinach i 15 minutach w prodiżu okazało się, że nasz pierekaczewnik dosłownie pływał w maśle - na szczęście udało się je bezproblemowo wylać. Potem podważyłam pierekaczewnik płaskim cedzakiem i wyjęłam go na talerz. Nasz pierekaczewnik trochę zjarał się z wierzchu, ale dało się to bez problemu obskrobać. Następnym razem może namaślę wierzch ze dwa razy podczas pieczenia.

Jest to najtrudniejsze danie, jakie kiedykolwiek popełniłam - zdobyłam chyba Mount Everest tatarskiej kuchni :)

czwartek, 29 stycznia 2015

Czenaki / czynaki / czanachy

Jest to pieczono-duszona potrawa składająca się z warzyw i mięsa. Powinno się ją przygotowywać w specjalnych glinianych dzbanuszkach, przy czym jeden dzbanuszek przeznaczony jest dla jednej osoby. W naczyniu takim układa się warstwami pokrojone warzywa i mięso, zalewa się to wszystko bulionem, a następnie zapieka się dzbanuszek z pokrywką w piecu. W zależności od ilości bulionu wychodzi bardziej zupa lub bardziej potrawka.

Danie, zwane oryginalnie "Чанахи" (czanachy), wywodzi się z Gruzji, skąd w czasach ZSRR zawędrowało powoli przez Wschodnią Europę aż na Litwę. Na Podlasiu można się nim raczyć w tatarskich gospodarstwach agroturystycznych, znane jest tam jako "czynaki". Największą furorę robi jednak na Litwie i na Suwalszczyźnie, gdzie można je dostać w wielu restauracjach. W obecnie islamskich państwach byłego bloku wschodniego przygotowuje się czenaki z baraniny lub wołowiny, ale im bardziej na północ, tym częściej można napotkać niezbyt tradycyjną wersję z wieprzowiną.

Potrawa pozwala na bardzo wiele "wariacji na temat", w zależności od zawartości lodówki. W krajach Kaukazu do czenaków dodaje się duże ilości bakłażana, zaś w Rosji do przykrycia glinianych dzbanuszków stosuje się specjalne pokrywki wykonane z chleba - a to z racji wszechobecnego zwyczaju jedzenia pieczywa do obiadu.

Ja nie mam takich ładnych glinianych garnuszków, ale kupię, jak tylko gdzieś zobaczę (Allegro odpada, bez macania nie kupuję!). Przygotowałam więc czenaki w zwykłym naczyniu żaroodpornym o średnicy 20 cm. Dałam więcej bulionu i wybrałam wersję przypominającą zupę, wyszedł mi taki trochę rosół ziemniaczano-pieczarkowy z piekarnika :) Na pewno jeszcze nie raz zrobię tę potrawę, bardzo mi smakowała. Przygotowana porcja wystarczyła tylko na dwie głodne osoby.
Składniki
  • 1 średnia marchewka
  • 1 średnia pietruszka
  • 3 małe/średnie ziemniaki
  • 10 nie za dużych pieczarek
  • 400 g mielonej wołowiny
  • około 700 ml bulionu warzywnego, np. z kostki rosołowej
  • 1 łyżeczka rozmarynu (do bulionu)
  • sól, pieprz, czosnek granulowany (do doprawienia mięsa mielonego - można dać swoje ulubione przyprawy)
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 pęczek koperku lub innej ulubionej zieleniny



Marchewkę, pietruszkę, ziemniaki i pieczarki obieramy ze skórki i tniemy na w miarę cienkie plasterki - grube plastry mogą potem wyjść twardawe. Możemy wszystkie warzywa wymieszać w jednej dużej misce. Mięso wyrabiamy z oliwą, ulubionymi przyprawami i połową posiekanego pęczku koperku. Kostkę rosołową zalewamy 700 ml wrzątku i dodajemy łyżeczkę rozmarynu.

W naczyniu żaroodpornym układamy na przemian warstwy: warzywa - mięso - warzywa - mięso - warzywa.

Dobrze jest na samej górze dać więcej ziemniaków, żeby się ładnie zapiekły. Po nałożeniu ostatniej warstwy mocno przyciskamy całość rękoma, żeby spłaszczyć danie. Zalewamy naczynie żaroodporne bulionem warzywnym, przykrywamy pokrywką i umieszczamy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni o jeden poziom poniżej środkowego rusztu.


Przez pierwsze 30 minut pieczemy pod przykryciem, przez kolejne 30 minut bez przykrycia. Jeżeli rosół zacznie bulgotać, to zmniejszamy trochę temperaturę, aby nie stracił swojej klarowności.

Podajemy posypane resztą koperku.

Szynka z jajami

Dawno nie wrzucałam przepisu na szynkę! Jest to jedna z moich ulubieńszych szynek, zapewne z racji wyglądu i obecności jaja.

Składniki
  • 1.1 kg łopatki wieprzowej
  • 3 jajka
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki soli peklowej
  • 2 łyżeczki przyprawy 'Sekret Dziadka Feliksa' (można ją dostać w sklepach Nomart w Trójmieście a także w... Praktikerze na Przymorzu, w dziale ogrodniczym :D)
  • szynkowar

Mięso myjemy i czyścimy z tłuszczu, kroimy je na niezbyt grube kawałki i ubijamy każdy kawałek tłuczkiem. Mieszamy z przyprawami i czosnkiem przeciśniętym przez praskę i umieszczamy w lodówce na 4 godziny. W międzyczasie możemy ugotować 3 jajka na twardo.


Po czterech godzinach umieszczamy stopniowo mięso w szynkowarze, ubijając je gałką do ucierania ciasta co jakiś czas. Robimy w mięsie dziurę używając drugiej strony gałki do ciasta, wkładamy tam ugotowane i ubrane jajka. Jeszcze dokładamy mięsa na wierzch i znowu je ubijamy.


Dociskamy całość prasą ze sprężyną i pokrywką, wkładamy szynkowar do wysokiego garnka i zalewamy wodą o 2-3 cm wyżej niż poziom mięsa w szynkowarze. Przymocowujemy termometr bagnetowy, tak aby zanurzony był w wodzie i nastawiamy gaz.

Monitorując temperaturę parzymy szynkowar przez dwie i pół godziny w 84 stopniach. Po tym czasie zlewamy ewentualne skropliny do zlewu bez otwierania szynkowaru, ochładzamy szynkowar w misce z zimną wodą i umieszczamy w lodówce w pozycji stojącej na 8 godzin. Następnie dobieramy się do wędliny i jemy :) Aby dobrać się do wędliny, dobrze jest oblać szynkowar wrzątkiem z czajnika - wówczas odrobina galaretki łącząca szynkowar z mięsem stopi się i mięso łatwo się wyślizgnie prosto w nasze wygłodniałe ręce.

środa, 28 stycznia 2015

Bułki z ziarenkami

Przerobiłam trochę przepis na bułki z suszoną włoszczyzną i wyszły mi przepyszne bułki z czterema rodzajami ziaren.

Składniki
  • 650 g mąki pszennej
  • 300 ml mleka
  • 1.5 łyżeczki soli
  • 2 łyżki oleju
  • 25 g drożdży
  • 1 jajko
  • 3 łyżki pestek słonecznika
  • 3 łyżki pestek dyni
  • 1 łyżka sezamu
  • 1 łyżka siemienia lnianego
  • 1 łyżeczka czarnuszki 

Najpierw należy podgrzać w rondelku mleko do temperatury pokojowej.  Następnie do mleka należy wkruszyć drożdże, dodać łyżeczkę cukru i wymieszać wszystko. Po około 5-10 minutach na powierzchni mleka pojawią się takie brzydkie "farfocle" - jest to znak, że drożdże są już gotowe do dalszej współpracy.



Wtedy w misce można wymieszać wszystkie składniki i ugnieść je porządnie na ciasto, które następnie przykrywamy ściereczką i pokrywką i zostawiamy na 60 minut do wyrośnięcia. Nie wolno przesadzić z olejem - im więcej, tym twardsze będą bułki!



Po tym czasie należy uformować bułeczki, położyć je na namaślonej blasze i zostawić na kolejne 30 minut w celu dalszego wyrośnięcia - można je przykryć ściereczką.


Bułeczki pieczemy przez 25 minut w 200 stopniach na środkowym ruszcie, z czego przez pierwsze 10 minut na obu grzałkach, a potem tylko na górnej.


wtorek, 27 stycznia 2015

Zupa pulpecikowa

Postanowiłam zaimprowizować i wyszła mi z tego całkiem przyjemna zupa -  lekko serowa, pikantna, warzywna i mięsna zarazem. Następnym razem dałabym może trochę więcej mięsa (lub mniej wszystkiego innego).

Składniki

na zupę:
  • 1 olbrzymia marchew
  • 1 olbrzymi korzeń pietruszki
  • 1 mały brokuł (około 400 g)
  • 1 cebula
  • 1 kostka rosołowa
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka ostrej papryki
  • 3 łyżki kaszy manny (dla zagęszczenia)
  • 150 g serka topionego o wyrazistym smaku (użyłam serka gouda firmy "Fasti", z Biedronki)
  • 1 łyżka przecieru pomidorowego
  • odrobina smakowego oleju kujawskiego "bazylia+pomidor+czosnek"
na pulpeciki:
  • 400 g mielonej wołowiny
  • 1 pęczek koperku
  • 1 cebula
  • sól, pieprz, czosnek granulowany
Jedną cebulę kroimy w cienkie ćwierćplasterki, marchew i korzeń pietruszki kroimy w słupki, a brokuła tniemy na różyczki i dopiero wtedy płuczemy na sicie. Dusimy warzywa w woku na odrobinie oleju, aż będą miękkie. W międzyczasie możemy wstawić na gaz trzy litry wody z jedną kostką rosołową.

Podczas gdy woda się gotuje, a warzywa duszą, przygotowujemy pulpeciki: drugą cebulę ścieramy na tarce i mieszamy z mięsem, drobno posiekanym koperkiem i przyprawami. Wyrabiamy na jedwabistą masę.

Nabieramy po płaskiej łyżeczce masy mięsnej, formujemy małe pulpeciki i wrzucamy do garnka z wrzącą wodą, następnie dorzucamy uduszone warzywa. Od momentu wrzucenia ostatniego pulpecika gotujemy jeszcze przez 25 minut mieszając delikatnie. Na 15 minut przed końcem  nabieramy do miski chochlę wywaru i rozpuszczamy w niej serek topiony, przecier, przyprawy i mannę, mieszamy porządnie i wlewamy z powrotem do garnka, znowu porządnie mieszamy.




poniedziałek, 26 stycznia 2015

Zebra z prodiża

To już moje trzecie ciasto z prodiża po pierniku i ciapatce. Robiłam je pierwszy raz i bałam się, że coś sknocę, ale wyszło prześliczne :) O dziwo, wcale nie wymagało jakichś wysublimowanych zdolności cukierniczo-zdobniczych i nie zajęło mi zbyt wiele czasu!

Składniki
  • 5 jajek
  • 1 szklanka cukru
  • 1 paczuszka cukru waniliowego
  • 3 szklanki mąki
  • 1 szklanka wody gazowanej w pokojowej temperaturze
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 szklanka oleju
  • 4 łyżeczki kakao
do przygotowania prodiża:
  • masło
  • tarta bułka
na polewę:
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 60 ml śmietanki kremówki 30% - bardzo mocno radzę odmierzyć, a nie lać "na oko"!!!
  • łyżeczka masła

Jajka ubijamy z cukrem, następnie stopniowo dodając mąkę, proszek do pieczenia, wodę i olej. Odlewamy połowę ciasta i dodajemy do niego 4 łyżeczki kakao, mieszając porządnie robotem kuchennym.

Do prodiża wkładamy podstawkę ciastową (ale bez ciągadełka - zepsułoby końcowy efekt wizualny!), namaślamy ją oraz boki prodiża i obsypujemy hojnie tartą bułką. Na środek prodiża lejemy na zmianę 2 łyżki jasnego i 2 łyżki ciemnego ciasta. 


Pieczemy ciasto około 1 godziny. Po upieczeniu pozwalamy zebrze ostygnąć trochę w prodiżu (wystarczy 30 minut), a potem delikatnie przechylamy prodiż i wydobywamy ciasto. Gdybyśmy za szybko wyjęli ciasto z prodiża, mogłoby mocno klapnąć. I tak klapnie po późniejszym wyjęciu, ale o wiele mniej.


Gdy zebra będzie już w miarę przestudzona, robimy polewę: kremówkę, masło i kostki czekolady wrzucamy do rondelka i podgrzewamy. Mieszamy cały czas, aż czekolada się rozpuści. Smarujemy ciasto ciepłą polewą, czekamy 30 minut i jemy :)

niedziela, 25 stycznia 2015

Lahmacun i szaszłyki z resztek

Przepis na tę tradycyjną turecką pizzę skomponowałam z kilku źródeł dostępnych w internecie. Składniki różnią się w zależności od regionu Turcji, przeważnie jada się lahmacun bez sera, ale gdzieniegdzie poprósza się go owczym lub kozim serem. To moje pierwsze danie, w jakim użyłam kmin rzymski - okazało się, że nienawidzę jego zapachu (zgniła cytryna) i smaku (suszone sproszkowane trupy, a przynajmniej tak mi się wydaje). Nawet pokrycie lahmacuna grubą warstwą sosu czosnkowego nie zabiło tego smaku. Jedyny plus, to fantastyczne ciasto, które na pewno będę wykorzystywać w innych potrawach. Natomiast mój Małżonek nie krył się z pomrukami rozkoszy nad tą "cudownie orientalną pizzą" i do końca dnia zerkał na mnie z serduszkami w oczach. Uśredniając nasze skrajne odczucia, jest to całkiem przeciętne danie.


Składniki

na ciasto:
  • 1 saszetka suszonych drożdży (7 g)
  • 1 jajko
  • 80 ml oliwy lub oleju
  • 80 ml wody
  • 300 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka cukru
  • szczypta soli
na wierzch:
  • 400 g mielonej wołowiny
  • 1 czerwona papryka
  • 1 pomidor
  • 2 średnie cebule
  • natka pietruszki
  • 1 łyżka przecieru pomidorowego
  • 2 łyżeczki czerwonej papryki w proszku
  • 0.5 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego (ohyda!!!)
  • hojna szczypta mielonego pieprzu
  • 1.5 łyżeczki soli
  • 0.5 łyżeczki cynamonu
  • 1/5 szklanki oliwy z oliwek
do przystrojenia:
  • 4 plastry koziego sera (kupiłam w Biedronce)


Drożdże rozpuszczamy w 80 ml ciepłej wody i odstawiamy w ciepłe miejsce bez przeciągów na 5 minut. W międzyczasie do miski przesiewamy mąkę, dodajemy cukier i sól, a w osobnej miseczce rozbełtujemy 80 ml oleju lub oliwy z jajkiem.

Dodajemy do mąki drożdże i jajko z olejem, wyrabiamy porządnie przez kilka minut i odstawiamy na godzinę pod przykryciem w ciemne i ciepłe miejsce. Ciasto powinno w tym czasie urosnąć, ale moje jakoś nie chciało. Po godzinie dzielimy ciasto na 4 części i każdą z nich rozwałkowujemy w owalny kształt. Umieszczamy owalne placuszki na natłuszczonej blasze i przykrywamy ściereczką. Mają leżeć pod przykryciem tak długo, aż zrobimy farsz.



Farsz możemy zrobić w misce po cieście, żeby nie brudzić jeszcze większej liczby naczyń. Siekamy drobno paprykę, pomidora obranego ze skórki, cebulę i pietruszkę. Możemy też zmielić je na pulpę. Mieszamy posiekane warzywa z pozostałymi składnikami i wyrabiamy na jednolitą masę.


Owalne placuszki z ciasta smarujemy cienko masą mięsno-warzywną, posypujemy pokruszonym kozim serem i zapiekamy w 200 stopniach przez 25 minut. Niewykorzystaną masę możemy zapiec razem z placuszkami w postaci kofto-podobnych szaszłyczków i zjeść z frytkami na następny dzień.



piątek, 16 stycznia 2015

Na wesoło: indyk


Ciasto "Dziad podlaski"

Dzisiaj prezentuję całkiem smaczne ciasto o dziwnej nazwie. Przepis na nie znalazłam na pewnym suwalskim forum. W oryginalnym przepisie dawano aż 1.5 szklanki cukru! Zmniejszyłam tę ilość o połowę, ale i tak ciasto było zbyt słodkie jak na mój gust. Następnym razem dodam tylko 4 łyżki cukru.

Składniki
  • 2 szklanki mąki
  • 4 łyżki stołowe cukru
  • 1 niepełna szklanka oleju
  • 4 jajka
  • 100 g posiekanych orzechów włoskich
  • 2 duże jabłka
  • sok z połówki cytryny
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyzeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka kakao
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • szczypta soli

Jabłka obieramy, ścieramy na tarce o drobnych oczkach, skrapiamy sokiem z cytryny i odstawiamy na bok. Mąkę przesiewamy z sodą, proszkiem do pieczenia, kakao, cynamonem i szczyptą soli. Dodajemy pozostałe składniki, dobrze mieszamy i pieczemy 40-50 minut w 180 stopniach na obu grzałkach.

czwartek, 15 stycznia 2015

Chleb orkiszowy z prodiża

Robiąc zakupy w Tesco napotkałam ostatnio mąkę orkiszową pełnoziarnistą stojącą samotnie na półce. Mówiła: "kup mnie i upiecz ze mnie coś fajnego", więc uległam. Do tej pory nic nie piekłam z orkiszu, ale muszę przyznać, że eksperyment bardzo się udał, mimo że chlebek wyszedł dosyć płaski. No i koniecznie muszę popracować nad techniką przymocowywania ziarenek słonecznika do wierzchu chleba, chociaż to co z niego odpada jest bardzo smaczne :D Dzięki dodaniu wędzonej papryki bochenek pachnie lekko ogniskiem i jesienią.

Składniki
  • 3 szklanki mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • 2 małe torebki (po 7 g) suszonych drożdży
  • 1 łyżka soli
  • 1 szklanka otrębów żytnich
  • 1/2 szklanki siemienia lnianego
  • 1/2 szklanki ziaren słonecznika
  • 1 łyżka ziół prowansalskich
  • 1 łyżka suszonego tymianku
  • 1 łyżka majeranku
  • 1 czubata łyżka kminku
  • 1 płaska łyżeczka wędzonej papryki
  • 3 szklanki ciepłej wody
do przygotowania prodiża:
  • masło
  • spora garść ziaren sezamu
  • kilka garści ziaren słonecznika do obłożenia wierzchu chleba

   
Wszystkie składniki na chleb dokładnie i dość długo wyrabiamy robotem kuchennym. Następnie odkładamy miskę z ciastem na 30 minut w ciepłe miejsce. Wnętrze prodiża namaślamy do połowy wysokości i posypujemy gęsto ziarnami sezamu.



Przelewamy ciasto do prodiża i posypujemy gęsto ziarnami słonecznika. Można je wręcz przyklepać ręką, żeby lepiej weszły w wierzch chleba. Pieczemy chleb aż przez 2 godziny i 15 minut. Aby go wydostać, przechylamy delikatnie prodiż aż chlebek sam wypadnie.

środa, 14 stycznia 2015

Jeczpoczmaki

Przepis na te pierogi napotkałam podczas googlania na temat kuchni tatarskiej. Jedyną pracochłonną czynnością jest tu wyrabianie ciasta i formowanie pierogów, sam farsz robi się dosyć szybko.

Ponieważ trochę ciężko jest kupić udziec indyczy ważący mniej niż 60 dag, podaję podwojone ilości składników na farsz - połowę farszu można więc zamrozić na następny raz. Składniki na ciasto pozwalają na przygotowanie około 12-15 bardzo sycących pierogów. Dwie dorosłe głodne osoby napchają się po kokardy i jeszcze zostanie kilka sztuk na kolację :)

Do tego dania bardzo pasuje sos tzatziki (zwłaszcza jeżeli przedawkuje się ostrą paprykę...) - ja lubię odgryzać rożek jeczpoczmaka i nalewać do środka trochę tego sosu.

Składniki

na ciasto:
  • 0.5 kg mąki + trochę do podsypania
  • 1 jajko
  • około 1/2 kubka wody
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 chlupek oleju
  • 1 jajko do posmarowania gotowych pierogów
na farsz:
  • 0.6 kg mielonego udźca indyczego
  • 2 małe czerwone cebulki
  • 2 ząbki czosnku
  • 100 g ryżu
  • 2 małe marchewki
  • odrobina oleju
  • sól, pieprz
  • 1 szczypta + 1 łyżeczka curry
  • 1 łyżeczka ostrej papryki
Nastawiamy wodę na ryż, w międzyczasie możemy zetrzeć na tarce marchewkę oraz pokroić w drobną kostkę cebulę. Gdy woda zacznie wrzeć, wrzucamy ryż, szczyptę soli i szczyptę curry. Po około 12 minutach odsączamy ryż i odstawiamy do wystygnięcia, powinien on być jeszcze lekko twardy.

Podczas gdy ryż stygnie, podsmażamy na odrobinie oleju mielone mięso z udźca indyka, dorzucamy do niego cebulę i czosnek przeciśnięty przez praskę. Po chwili dosypujemy marchewkę, ryż oraz przyprawy, mieszamy dokładnie smażąc jeszcze przez parę minut. Połowę farszu możemy zamrozić na kiedy indziej.

Składniki na ciasto zagniatamy porządnie, dolewając stopniowo wodę (może będzie potrzebne ciut mniej lub ciut więcej wody). Wyrabiamy ciasto aż do otrzymania bryłki o gładkiej powierzchni. Odrywamy od ciasta kawałki wielkości śliwki i rowałkowujemy je na placuszki o średnicy około 12 cm. Kładziemy na środek sporą łyżkę farszu i zalepiamy w trójkącik.


Pierogi kładziemy na natłuszczonej blasze. W misce rozbełtujemy jajko i smarujemy nim pierogi, żeby się ładnie spiekły.


 Pierogi zapiekamy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 30 minut.

Sos tzatziki

Nie wiem jak to się stało, że do tej pory nie przetestowałam tego przepisu. Uwielbiam ten sos, ale do tej pory kupowałam go w Lidlu. Domowy wyrób okazał się być o wiele smaczniejszy :) Idealnie pasuje do pikantnych potraw, np. tatarskich jeczpoczmaków.

Składniki
  • 200 g jogurtu greckiego
  • 10 cm (bieżących, nie sześciennych :D) ogórka wężowego lub gruntowego
  • mały pęczek koperku
  • co najmniej jeden ząbek czosnku
  • sól, pieprz
  • kilka kropel soku z cytryny

Ogórek wraz ze skórką ścieramy na tarce o grubych oczkach, czekamy chwilę aż puści wodę i odsączamy. Do jogurtu przeciskamy przez praskę ząbek czosnku i dodajemy pozostałe składniki. Porządnie mieszamy. Smak czosnku uaktywni się dopiero po 20-30 minutach - próbujemy wówczas, czy smak jest dostatecznie czosnkowy i ewenutalnie dodajemy jeszcze jeden ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę.

Babeczki snickersowe

Deser ten powstał trochę niechcący, początkowo próbowałam upiec muffinki z ciasta kruchego według tego przepisu, ale sfajczyły się doszczętnie mimo dokładnego zastosowania się do instrukcji. Aby nie zmarnować nadzienia krówkowo-orzechowego o wartości około 10 zł, poratowałam się ciastem francuskim.

Składniki
  • 1 arkusz ciasta francuskiego
  • masło do natłuszczenia formy muffinkowej
nadzienie:
  • 150 g krówek
  • 4 łyżki mleka
  • 100 g jogurtu greckiego
  • 2 jajka
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • kilka kostek mlecznej czekolady
  • 150 g prażonych orzechów ziemnych (mogą być słone!)

Krówki i czekoladę kroimy drobno nożem, mieszamy je z mlekiem i podgrzewamy w rondelku mieszając aż do rozpuszczenia krówek i czekolady. Odstawiamy do wystudzenia, a w międzyczasie rozbełtujemy jogurt grecki z jajkami i mąką. Jeżeli kupiliśmy słone orzechy, to płuczemy je na sicie w celu wypłukania soli. Warto jednak zostawić trochę tej soli, w końcu prawdziwe snickersy też mają słony posmak :) Rozpuszczone krówki mieszamy z jogurtem i połową orzechów.

Formę muffinkową smarujemy masłem - także na wierzchu, a nie tylko w zagłębieniach. Arkusz ciasta francuskiego tniemy na 12 kwadratów i wylepiamy nimi zagłębienia formy. Do środka wlewamy bardzo ostrożnie masę krówkowo-orzechową, wycierając papierowym ręcznikiem wszelkie plamki po masie, które wydostały się z zagłębień wylepionych ciastem i rozprysnęły się na formie do muffinek. Niewytarte plamki przypalą się potem brzydko, jako że zawierają karmel. Babeczki posypujemy resztą orzechów, tak aby troszkę wystawały ponad powierzchnię masy.



Zapiekamy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 20-25 minut, z czego przez pierwsze 15 minut na obu grzałkach, a potem już tylko na dolnej.